mirosława kareta

do poczytania

Wycieczka Japończyków fotografowała się przed Bramą Floriańską, a raczej przed tym, co wystawało zza parkanu osłaniającego głębokie wykopy. Już od kilku tygodni przy fortyfikacjach miejskich prowadzono barania archeologiczne, jednak handel obrazami trwał nadal, choć przeniesiony kawałek dalej. Ania, zarabiająca na swoje utrzymanie przez kilka godzin dziennie jako uliczny marszand, sama już nie wiedziała, czy ma się lękać, czy cieszyć na myśl, że za chwilę ktoś może poszerzyć zakres robót, przenieść ogrodzenie – i zlikwidować jej stanowisko pracy...
Podczas jednego z moich pierwszych wyjazdów do Niemiec, pod koniec lat 90., zdarzyło mi się wysłuchać niesamowitej historii. Przypadkowy towarzysz podróży, pięćdziesięciolatek pochodzący ze Śląska, zwierzył mi się, że jest dzieckiem Polki i Niemca, który krótko po wojnie wyemigrował na Zachód. Aby zabić nudę długich godzin spędzanych w pociągu, opowiedział mi szczegóły tej historii. Do dziś bardzo dobrze je pamiętam...

***

Jedną z konsekwencji II wojny światowej były tysiące dzieci poczętych przez okupantów. Jeśli chodzi o Europę Środkowo-Wschodnią, w odróżnieniu od Zachodu nie doczekała się dotychczas badań nad tym zjawiskiem. W Polsce dokładna liczba takich dzieci nie jest znana i grupa ta pozostaje niedostępna dla badaczy. Przedstawiciele tej grupy są już w podeszłym wieku i należy do nich dotrzeć jak najszybciej.

Historyk Jakub Gałęziowski poszukuje osób urodzonych w czasie II wojny światowej oraz tuż po jej zakończeniu, których ojcami są okupanci (zarówno Niemcy jak i Rosjanie). Osoby, które zechciałyby opowiedzieć o swoich losach, a także zainteresowane tematem proszone są o kontakt bezpośrednio z realizatorem badań, Jakubem Gałęziowskim: e-mail: jakub.galeziowski@gmail.com; tel. +48 573 096 115

Pozyskane relacje obok materiałów archiwalnych stanowić będą bazę źródłową do analizy doświadczeń polskich dzieci okupantów oraz ich miejsca w społeczeństwie i w państwie. Aby zachować najwyższe standardy etyczne, a także zapewnić rozmówcom komfort i ochronę prywatności, wszystkie wywiady będą zanonimizowane.

Jakub Gałęziowski jest doktorantem na uniwersytetach w Augsburgu i w Warszawie, członkiem Polskiego Towarzystwa Historii Mówionej i współpracownikiem Ośrodka KARTA.

Strona internetowa projektu: www.chibow.org
W ciepły majowy wieczór – nie byle jaki, ale w samego trzeciego maja – Maria siedziała przed telewizorem z wyłączonym dźwiękiem i upijała się na smutno. Okazja była podwójna – dzień uchwalenia pierwszej w Europie konstytucji oraz jej własne urodziny. Za oknem wyludnione miasto układało się do snu, w sąsiednim pokoju mama słuchała Sonaty Księżycowej, a Maria nalewała sobie drugi kieliszek białego wina i zagryzała oliwką z migdałem.

Był jeden szczególny powód, dla którego Maria w tym roku nie była w stanie na trzeźwo przeżyć swojej rocznicy. Wiedziała, że to nie są zwykłe urodziny. Miała przekroczyć jakąś ważną granicę. Czuła, że coś się wydarzy.

Trzydzieści lat temu, gdy dopiero wchodziła w życie – młoda, piękna i kochana – ktoś ze znajomych, dawno już zapomniała kto, zaprosił ją na przyjęcie u Gizeli Winiarskiej. Owiana legendą krakowska „widząca” wzięła ją za rękę i trzymała przez chwilę, potem – kręcąc głową – obejrzała wnętrze jej lewej dłoni.

– O – mruknęła do siebie, jakby nieco zaskoczona. – Rozdwojona linia życia.

To powiedziawszy zostawiła Marię i popadła w zamyślenie, popijając jakieś ziółka z porcelanowej filiżanki. Wydawało się, że nic więcej nie powie, po długim czasie jednak, gdy Maria – nie mogąc się pozbyć dziwnego drżenia w sercu – już zbierała się do wyjścia, Gizela dokończyła swoją wróżbę.

– Wszystko będzie dobrze, dziecko, nic się nie bój – powiedziała jej na pożegnanie. – Zostałaś obdarowana jak mało kto, więc ciesz się tym i żyj! Dopiero gdy skończysz pięćdziesiątkę, staniesz na rozdrożu… Dwie drogi przed tobą, a linia życia przecież jedna… Czeka cię wielka zmiana. Wielka.
Tego dnia, gdy Joanna miała stracić wiarę w ludzi, szacunek do siebie oraz złudzenia co do tego, kim jest i ile może, nic nie zwiastowało katastrofy. Wręcz przeciwnie, po raz pierwszy od bardzo dawna zaświeciło słońce. Po długiej, bezśnieżnej i ponurej zimie, te delikatne wiosenne promienie niosły jakąś pierwotną, niczym nieuzasadnioną radość.
Szła do pracy wolno, noga za nogą, wsłuchana w ptasie trele w łysych jeszcze gałęziach drzew i krzewów. Nie myślała o niczym, chłonęła tylko całą sobą ożywcze ciepło słońca. Za chwilę miała się zamknąć na kilka godzin w grubych murach i poświęcić temu, co robiła z pasją już od czasów studenckich – zasiąść przed mikrofonem. Joanna Packa, jeden z najbardziej rozpoznawalnych głosów Radia Tłok, wielokrotnie nagradzana autorka audycji i reportaży, w niepowtarzalnym stylu prowadząca od lat Przedpołudnie w Tłoku.
Nie podejrzewała, że ten dzień, tak pięknie rozpoczęty, zachowa w pamięci jako jeden z najgorszych w życiu. A może inaczej – jeden z najważniejszych?
Zaczęło się od głupiej literówki.
„Banki rezerwują sobie prawo do badania odchodów kredytobiorców”.
Nie od razu się zorientowała, że to powiedziała. Przecież mózg odczytuje całe wyrazy, literówki nie mają znaczenia. Piętnaście lat doświadczenia, niezliczona ilość przeczytanych serwisów. A jednak… Dopiero czerwona ze śmiechu twarz Jurka, jego załzawione oczy i wyszczerzone zęby za dźwiękoszczelną szybą uświadomiły jej, że to się wydarzyło naprawdę...
Co było dalej? Czy ścieżki Marty i Adriana się rozeszły? Czy nadal można ich spotkać maszerujących o zmroku ulicą Starowiślną, trzymających się za ręce?
Niektóre problemy rozwiązały się, inne pozostały, każdy dzień to nowa porcja zmagań i wysiłku, ale także radości i piękna. A miłość – ta tajemnicza siła sprawcza, która nieustannie działa i wydobywa z ludzi to, co najlepsze – trwa nadal.