mirosława kareta

Kontynuacja "Sagi rodu Petrycych"

07/03/2019 - Read 766 times
Henek nie pamiętał, co robili tego dnia – czy było to kopanie rowów, tłuczenie kamieni, układanie betonowych płyt czy krawężników. Pracował, to pewne, bo na rękach otworzyły mu się stare rany, a obok nich pojawiły się nowe otarcia i pęcherze. Słońce świeciło aż do wieczora, wyzłacając otaczający ich świat, tak piękny i tak obojętny. Czy można jednak mieć pretensje do słońca, że za nic miało ich nędzę i żałobę, ściśnięte bólem serca i myśli kołaczące po głowie jak schwytane w sidła ptaki:

„Co się dzieje w dzielnicy? Co się stało z innymi? Czy żyją?”

Jeszcze tego samego dnia mieli dostać odpowiedź...

 

 

 

***

Henek nie pamiętał, co robili tego dnia – czy było to kopanie rowów, tłuczenie kamieni, układanie betonowych płyt czy krawężników. Pracował, to pewne, bo na rękach otworzyły mu się stare rany, a obok nich pojawiły się nowe otarcia i pęcherze. Słońce świeciło aż do wieczora, wyzłacając otaczający ich świat, tak piękny i tak obojętny. Czy można jednak mieć pretensje do słońca, że za nic miało ich nędzę i żałobę, ściśnięte bólem serca i myśli kołaczące po głowie jak schwytane w sidła ptaki:

„Co się dzieje w dzielnicy? Co się stało z innymi? Czy żyją?”

Jeszcze tego samego dnia mieli dostać odpowiedź.

Gdy po wielu godzinach pracy, w zapadającym powoli zmierzchu wracali do getta, zostali zatrzymani na rogu ulicy Dąbrowskiego, by przepuścić długi pochód ludzi, zmierzających ulicą Lwowską i Limanowskiego w stronę dworca w Płaszowie. Henryk i Aron, stojący w jednym z pierwszych szeregów, widzieli ich doskonale od chwili, gdy zwartą grupą przekroczyli bramę w wyciętym na kształt macew murze: Dawida Kurzmana, z długą siwą brodą i uduchowioną twarzą, ściskającego w obu rękach atłasowy tałes, Annę Feuerstein, surową i poważną jak zawsze, a przecież tak ciepłą, emanującą macierzyńską troską, jej zabawnego, zwykle uśmiechniętego męża Juliusza, którego pobladła i zastygła twarz przypominała teraz maskę, młodszych wychowawców, dziewczyny z bursy... i skupione wokół nich wszystkich dzieci. Prawie dwieście dzieci, w których oczach wyczytać można było pełną świadomość, że idą na śmierć.

Widzieli ich tylko przez krótką chwilę, tyle ile zajęło całej grupie przebycie skrzyżowania, zanim zasłonił ich mur narożnej kamienicy. Pochód ciągnął się jeszcze długo, w ostatnich krwawych blaskach zachodzącego słońca można było rozpoznać twarze znajomych, ale Henek nie mógł już dostrzec nikogo. Piekące łzy zamazały mu widok. Zrozumiał, że nie ma już żadnych bliskich ani domu.

***

 

Ostatnia część "Sagi rodu Petrycych" ukaże się jesienią

 

Komentarze i opinie

1 komentarz - Pokaż | Dodaj swój
Share this file wikio : Share this file | digg : Share this file | del.icio.us : Share this file | facebook : Share this file | scoopeo : Share this file | blogmarks : Share this file | additious : Share this file |
Share the latest files Netvibes : Share the latest files | iGoogle : Share the latest files | My Yahoo : Share the latest files | wikio : Share the latest files | RSS : Share the latest files |
Next file: "Zielona godzina"