mirosława kareta

Dodaj komentarz : Kontynuacja sagi rodu Petrycych

Dochodziła piąta po południu, zrobiło się ciemno. Oświetlenie oczywiście nie działało – w mdłym blasku ulicznych latarni ledwie widział numer telefonu, zapisany niedbale długopisem na kartce w kratkę. Klnąc nałożył okulary i powoli, ze słuchawką przyciśniętą ramieniem do brody i kartką przy nosie, wykręcił siedem cyfr. Po krótkiej chwili ktoś odebrał.

– Pan Petrycy? – zapytał nie przedstawiając się, a gdy usłyszał potwierdzenie, bez wstępów przeszedł do rzeczy: – Mam do sprzedania teczkę pana ojca. Tego przybranego, Benedykta. Od razu mówię, że jest też inny kupiec i sporo mi za te dokumenty oferuje. Ale panu należy się pierwszeństwo...
Dodaj komentarz
Pola oznaczone * są obowiązkowe











(?)

(?) Reserved fields! Do not use.

CAPTCHA anti-spam *