mirosława kareta

MURAL LIBERATOR

Grupa młodzieży - studentów Uniwersytetu Jagiellońskiego - wystąpiła ostatnio z inicjatywą wymalowania muralu upamiętniającego bohaterską załogę bombowca Liberator, który w nocy z 16 na 17 sierpnia 1944 roku, po zrzuceniu ładunku z zaopatrzeniem dla powstańców warszawskich, został zestrzelony nad Krakowem i spadł na Zabłociu.

Ze znajdujących się na pokładzie sześciu osób - żołnierzy Brytyjskich oraz Australijskich Królewskich Sił Powietrznych - trzy zginęły na miejscu. Byli to pilot maszyny W. D. Wright, nawigator J. P. Liversidge oraz strzelec J. D. Clarke. Wszyscy spoczywają w kwaterze żołnierzy alianckich na cmentarzu wojskowym przy ul. Prandoty w Krakowie.

Dzięki poświęceniu dowódcy, który do końca sterował maszyną, trzech dalszych lotników mogło uratować się skokiem na spadochronie. Dwóch z nich - L. J. Blunt i F. W. Helme - dostało się najprawdopodobniej do niewoli niemieckiej, ale nie wiadomo czy ją przeżyli. Znane są natomiast losy radiotelegrafisty Alana Hammeta, który wyszedł z katastrofy z obrażeniami, lecz pod opieką Armii Krajowej doczekał w Polsce końca wojny i miał nawet ożenić się z sanitariuszką, która pielęgnowała go w oddziale partyzanckim.

"Młodzi ludzie chcą połączyć historię ze sztuką street art’u, czyli sztuki ulicznej. Na jednej ze ścian kamienic na Zabłociu pragną stworzyć dzieło, które na stałe wpisze się w mapę Krakowa. Mural opowiadać będzie o wydarzeniu, w którym amerykański bombowiec Liberator został zestrzelony przez niemiecką artylerię. Ma on na celu oddać cześć poległym w akcji żołnierzom, wracającym z udanej misji zrzutowej dla walczącej Warszawy. Za formę takiego pomnika historii, studenci wybrali właśnie mural – dzieło artystyczne, dla którego płótnem są mury budynku.
Współczesne murale, których w Krakowie nie brakuje, postrzegane są coraz częściej nie tylko jako malowidła naścienne, ale również jako zjawisko społeczne, kryjące w sobie głębszy przekaz oraz mające wpływ na życie mieszkańców miasta" - napisali autorzy tej inicjatywy w informacji dla mediów.

Zbieranie środków za pośrednictwem portalu PolakPotrafi zakończyło się sukcesem :)

Zachęcam do śledzenia losów tej inicjatywy w mediach społecznościowych

https://www.facebook.com/Mural-Liberator-489084724823553/

i na dedykowanej stronie

http://muralliberator.pl/

Historia Liberatora przypominana jest co roku przez dra Krzysztofa Wielgusa w czasie okolicznościowych spacerów po Zabłociu, zainspirowała architekta Arkadiusza Sordyla do stworzenia projektu pomnika i miejsca pamięci na bulwarze wiślanym, stała się też kanwą opowieści "Bezimienni" mojego autorstwa. Tragiczne losy załogi kapitana Wrighta - oraz wielu innych załóg polskich i alianckich, śpieszących na ratunek walczącej Warszawie czy też biorących udział w wielkiej wojnie w przestworzach - poruszają do głębi. Teraz bohaterscy lotnicy będą upamiętnieni także muralem na budynku przy ulicy J. Dąbrowskiego 14.

Trzymam kciuki za powodzenie tego projektu!

Ostatnio dodane


Od nienawiści do miłości - dlaczego powstała książka

Added on 24/01/2016

Podczas jednego z moich pierwszych wyjazdów do Niemiec, pod koniec lat 90., zdarzyło mi się wysłuchać niesamowitej historii. Przypadkowy towarzysz podróży, pięćdziesięciolatek pochodzący ze Śląska, zwierzył mi się, że jest dzieckiem Polki i Niemca, który krótko po wojnie wyemigrował na Zachód. Aby zabić nudę długich godzin spędzanych w pociągu, opowiedział mi szczegóły tej historii. Do dziś bardzo dobrze je pamiętam...

***

Jedną z konsekwencji II wojny światowej były tysiące dzieci poczętych przez okupantów. Jeśli chodzi o Europę Środkowo-Wschodnią, w odróżnieniu od Zachodu nie doczekała się dotychczas badań nad tym zjawiskiem. W Polsce dokładna liczba takich dzieci nie jest znana i grupa ta pozostaje niedostępna dla badaczy. Przedstawiciele tej grupy są już w podeszłym wieku i należy do nich dotrzeć jak najszybciej.

Historyk Jakub Gałęziowski poszukuje osób urodzonych w czasie II wojny światowej oraz tuż po jej zakończeniu, których ojcami są okupanci (zarówno Niemcy jak i Rosjanie). Osoby, które zechciałyby opowiedzieć o swoich losach, a także zainteresowane tematem proszone są o kontakt bezpośrednio z realizatorem badań, Jakubem Gałęziowskim: e-mail: jakub.galeziowski@gmail.com; tel. +48 573 096 115

Pozyskane relacje obok materiałów archiwalnych stanowić będą bazę źródłową do analizy doświadczeń polskich dzieci okupantów oraz ich miejsca w społeczeństwie i w państwie. Aby zachować najwyższe standardy etyczne, a także zapewnić rozmówcom komfort i ochronę prywatności, wszystkie wywiady będą zanonimizowane.

Jakub Gałęziowski jest doktorantem na uniwersytetach w Augsburgu i w Warszawie, członkiem Polskiego Towarzystwa Historii Mówionej i współpracownikiem Ośrodka KARTA.

Strona internetowa projektu: www.chibow.org


"Droga"

Added on 30/04/2015

W ciepły majowy wieczór – nie byle jaki, ale w samego trzeciego maja – Maria siedziała przed telewizorem z wyłączonym dźwiękiem i upijała się na smutno. Okazja była podwójna – dzień uchwalenia pierwszej w Europie konstytucji oraz jej własne urodziny. Za oknem wyludnione miasto układało się do snu, w sąsiednim pokoju mama słuchała Sonaty Księżycowej, a Maria nalewała sobie drugi kieliszek białego wina i zagryzała oliwką z migdałem.

Był jeden szczególny powód, dla którego Maria w tym roku nie była w stanie na trzeźwo przeżyć swojej rocznicy. Wiedziała, że to nie są zwykłe urodziny. Miała przekroczyć jakąś ważną granicę. Czuła, że coś się wydarzy.

Trzydzieści lat temu, gdy dopiero wchodziła w życie – młoda, piękna i kochana – ktoś ze znajomych, dawno już zapomniała kto, zaprosił ją na przyjęcie u Gizeli Winiarskiej. Owiana legendą krakowska „widząca” wzięła ją za rękę i trzymała przez chwilę, potem – kręcąc głową – obejrzała wnętrze jej lewej dłoni.

– O – mruknęła do siebie, jakby nieco zaskoczona. – Rozdwojona linia życia.

To powiedziawszy zostawiła Marię i popadła w zamyślenie, popijając jakieś ziółka z porcelanowej filiżanki. Wydawało się, że nic więcej nie powie, po długim czasie jednak, gdy Maria – nie mogąc się pozbyć dziwnego drżenia w sercu – już zbierała się do wyjścia, Gizela dokończyła swoją wróżbę.

– Wszystko będzie dobrze, dziecko, nic się nie bój – powiedziała jej na pożegnanie. – Zostałaś obdarowana jak mało kto, więc ciesz się tym i żyj! Dopiero gdy skończysz pięćdziesiątkę, staniesz na rozdrożu… Dwie drogi przed tobą, a linia życia przecież jedna… Czeka cię wielka zmiana. Wielka.


"Kwiaty koniczyny"

Added on 09/03/2015

Tego dnia, gdy Joanna miała stracić wiarę w ludzi, szacunek do siebie oraz złudzenia co do tego, kim jest i ile może, nic nie zwiastowało katastrofy. Wręcz przeciwnie, po raz pierwszy od bardzo dawna zaświeciło słońce. Po długiej, bezśnieżnej i ponurej zimie, te delikatne wiosenne promienie niosły jakąś pierwotną, niczym nieuzasadnioną radość.
Szła do pracy wolno, noga za nogą, wsłuchana w ptasie trele w łysych jeszcze gałęziach drzew i krzewów. Nie myślała o niczym, chłonęła tylko całą sobą ożywcze ciepło słońca. Za chwilę miała się zamknąć na kilka godzin w grubych murach i poświęcić temu, co robiła z pasją już od czasów studenckich – zasiąść przed mikrofonem. Joanna Packa, jeden z najbardziej rozpoznawalnych głosów Radia Tłok, wielokrotnie nagradzana autorka audycji i reportaży, w niepowtarzalnym stylu prowadząca od lat Przedpołudnie w Tłoku.
Nie podejrzewała, że ten dzień, tak pięknie rozpoczęty, zachowa w pamięci jako jeden z najgorszych w życiu. A może inaczej – jeden z najważniejszych?
Zaczęło się od głupiej literówki.
„Banki rezerwują sobie prawo do badania odchodów kredytobiorców”.
Nie od razu się zorientowała, że to powiedziała. Przecież mózg odczytuje całe wyrazy, literówki nie mają znaczenia. Piętnaście lat doświadczenia, niezliczona ilość przeczytanych serwisów. A jednak… Dopiero czerwona ze śmiechu twarz Jurka, jego załzawione oczy i wyszczerzone zęby za dźwiękoszczelną szybą uświadomiły jej, że to się wydarzyło naprawdę...